Studnia Wstąpienia (Ostatnie Imperium #2) - Brandon Sanderson




Obalenie Ostatniego Imperatora mogło nie być najtrudniejszym wyzwaniem. 

Brutalny władca został obalony i skaa po tysiącu lat mogą wreszcie czuć się wolni. Kelsier czyniąc z siebie symbol wyzwolenia sprawił, iż w mieście mógł nastać pokój. Niestety rewolucja nie zakończyła się bez ofiar. Teraz Vin i Elend muszą zbudować nowe społeczeństwo na gruzach starego. Gdy wydaje się, iż mogą oni w pełni zapewnić mu o wiele lepsze warunki do życia, do miasta zbliżają się potężne armie pragnące odbić z ich rąk Luthadel. Lokalni władcy są żadni władzy i terytoriów. Wszyscy pragną zdobyć dla siebie jak najwięcej. Życie skaa znowu staje w obliczu niebezpieczeństwa. Jedyną nadzieją dla nich staje się odnalezienie legendarnej Studni Wstąpienia, która posiada ogromną moc. Niestety nikt nie wie, gdzie się ona znajduje i jaką potęgą włada. Na Luthadel pada blady strach, gdy okazuje się, że nawet Vin nie ma pojęcia, co ma z tym zrobić. Czyżby Obalenie Imperatora nie było wcale tak dobrą decyzją, jak jej się wydawało?
Czasem ludzie wybierają określoną drogę tylko dlatego, że nie dostali innych możliwości. 
"Studnia wstąpienia" zaczyna się nadzwyczaj atrakcyjnie. Początkowo nie miałam żadnych obaw przed obniżeniem wysokiego poziomu osiągniętego w pierwszej części, lecz potem już tak. Z jednej strony dostajemy więcej fragmentów poświęconych polityce, konfliktom wewnętrznym, zagadkom, czy chociażby przemianom bohaterów, dzięki czemu można zauważyć przyczyny zachowania poszczególnych postaci. Z drugiej zaś mamy tu o wiele mniej akcji, przez co książka zaczęła się dłużyć i można odczuć było pewne znużenie. To, co tak podobało mi się w pierwszej części, czyli emocjonujące zwroty akcji i ekscytujące sceny walki, tu zostały porzucone w większym stopniu na rzecz wątku miłosnego, który swoją drogą był dosyć rozczarowujący. I dopiero zaskakująca (całe szczęście) końcówka dostarczyła emocji, jakich brakowało w wielu wcześniejszych rozdziałach. Szkoda, że nie od początku, gdyż liczyłam na falę wznoszącą, po tak dobrej pierwszej części. 
(...) proroctwa to naturalne przedłużenie nadziei i pragnień ludzi. 
"Studnia wstąpienia" jest zdecydowanie bardziej mroczna, a wydarzenia bardziej dramatyczne. I dzięki temu powieść zasługuje na wielkiego plusa. Niestety poziom zaniżyli w tej części bohaterowie, którzy wydawali mi się nad pozór naiwni i irytujący i tak różni od tych z pierwszej części. Nie wiem, z czego wynika mój odbiór postaci w takim stopniu. Być może to te przemyślenia (chwilami bezsensowna paplanina), które trochę psuły tę świetną atmosferę stworzoną już w pierwszej części. Być może to moje oczekiwania. Być może to poprowadzenie postaci przez autora. Zabrakło mi charyzmy. Nie potrafiłam odnaleźć tego uroku postaci. Jakby zniknął. Szkoda, bo można było pokierować bohaterami w bardziej kreatywny sposób. Tak by nadal wydawali się zwykli, ale jednak wyjątkowi. I by nie zwalniali akcji, bo mam wrażenie, że to ich wina. 
Człowieka nie określają jego wady, ale sposób, w jaki je przezwycięża. 
68429
Sanderson pokazał, że potrafi zaskakiwać i tworzyć niepospolite historie. W tej części mamy do czynienia ze wszystkimi niedokończonymi wątkami z części pierwszej, a także dostarczono nam wiele nowych. Na szczęście wszystko ułożyło się w spójną i logiczną całość. Niestety fabuła powieści okazała się trochę mniej interesująca - niż w poprzedniej części - choć nadal znalazło się w niej mnóstwo ciekawych zagadek. I przyznam, że chwilami czytałam kolejne rozdziały w wielkim napięciu. Nie potrafię tej książki określić inaczej, niż jedną, wielką sinusoidą. Dlaczego? Po prostu raz dostawałam wypieków ze względu na akcję, innym razem znużenie ze względu na rozważania bohaterów. Innym razem intrygowały mnie zagadki, a drugim rozczarowywały zwolnione potyczki. Raz tak, raz tak. Podsumowując muszę stwierdzić, że liczyłam na trochę lepszą historię, szczególnie po tak dobrej pierwszej części. Wolałabym, aby fabuła skupiała się w znacznie równiejszym stopniu i na bohaterach i na akcji. Niestety ta część mi się dłużyła. Całe szczęście, że końcówka wynagrodziła mi - w jakimś stopniu - to oczekiwanie na coś świetnego. 


Autor: Brandon Sanderson / Tutył oryginału: The well of ascension / Seria: Ostatnie Imperium / 
Wydawca: MAG - opis / Wydanie: 2 / Data wydania w Polsce: 2010 (wyd. 1), sierpień 2015 (wyd. 2) / 
Data wydania oryginału: 2007 / Liczba stron: 672


Czekam na kolejną część, a Wam przypominam o opinii pierwszej części, czyli "Z mgły zrodzony" - recenzja

3 komentarze:

  1. Mi ten tom tylko minimalnie mniej się podobał niż poprzedni. I tak był świetny i nie mogę się doczekać "Bohatera wieków"! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak samo, też czekam. Ta część po prostu trochę mi się dłużyła i pewnie dlatego więcej rzeczy mnie zaczęło irytować. Ja po prostu lubię jak się dużo dzieje. :)

      Usuń
  2. Po przeczytaniu "Stalowego Serca", Brandon Sanderson stał się jednym z bardziej lubianych przeze mnie autorów.
    Po pierwszy tom mam zamiar sięgnąć, aczkolwiek chyba jeszcze z tym poczekam - być może to jeszcze trochę za ciężka fantastyka jak dla mnie :P
    Nie byłabym sobą gdybym nie wspomniała o okładce - która bardzo mi się podoba :3
    Pozdrawiam bardzo serdecznie :D
    my-life-in-bookland.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.