Z Mgły Zrodzony (Ostatnie Imperium #1) - Brandon Sanderson


Tysiąc lat niewolnictwa, życia w nędzy, strachu, upodleniu.

Tysiąc lat spadającego popiołu z nieba. Tysiąc lat bez roślinności. Tysiąc lat mgły, dymu, brudu, śmierci. Tysiąc lat pod władaniem Ostatniego Imperatora, uznawanego za władcę absolutnego, stosującego terror. Tak wyglądał świat Skaa, którzy wykorzystywani byli do pracy w fabrykach, kopalniach i innych miejscach, jako niewolnicy. Zero nadziei, zero wiary, zero szans na lepsze i bardziej godne życie. Dopóki dopóty na horyzoncie nie pojawił się utalentowany złodziejaszek Kelsier, który postanowił odmienić losy braci i sióstr, a równocześnie dokonać zemsty na Ostatnim Imperatorze. Półskaa zaczyna powoli kompletować swój zespół, w którym pojawia się Vin - dziewczyna posiadająca niezwykłe moce - będąca ważnym pionkiem w tworzonej i pełnej zaskoczeń intrydze. 
Kiedy jesteś sam, nikt nie może cię zdradzić. 
Świat opisany przez Sandersona jest światem brutalnym, pozbawionym szacunku dla istoty czującej, w którym jednostki walczą z wszechobecnym złem niszczącym choćby małe cząstki dobra. Mamy tu również rebelie, wątek mistrz - uczeń, zemstę oraz mnóstwo spisków. Wszyscy, którzy zdecydują się na poznanie tej opowieści muszą wiedzieć, iż bardzo ważny element świata w niej przedstawionego stanowi magia. I to nie pierwsza lepsza, którą znamy z wielu innych powieści. Sanderson postawił na coś nowego, oryginalnego i zdecydowanie kreatywnego. Autor stworzył całkowicie nową magię, która wyróżnia się dwoma rodzajami, a są to: allomancja i feruchemia. Każda z nich jest niezwykła i niesamowicie intrygująca. Przy poznawaniu i odkrywaniu ich możliwości cieszyłam się ich nietuzinkowością. I wiem, że nie jestem jedyna. A obok magii znajdziemy mnóstwo złodziejskich praktyk, ataków, tajemnic, miłości i przyjaźni, wątków niewolnictwa i zemsty, a także zetkniemy się z poświęceniem i znaczeniem honoru oraz wiary. 
Wiara nie jest czymś wyłącznie na dobre czasy i jasne dni. Czym jest zaufanie... czym jest wiara, jeśli porzucasz ją po klęsce...
Nie wiem czy powinnam, ale muszę pochwalić autora za zastosowanie bardzo ciekawego zabiegu literackiego, który sprawił, że znacznie częściej zastanawiałam się nad znaczeniem władzy, jako narzędzia niszczącego wszystko dookoła. Chodzi mi o fragmenty myśli Ostatniego Imperatora umieszczane na początku każdego rozdziału, dzięki którym można w pewien sposób poznać jego przeszłość i odkryć przyczyny obecnego stanu rzeczy w powieści. Bardzo intrygujący i skłaniający do myślenia zabieg, dzięki zawartym w nim słowom. Świetne wprowadzenie do kolejnych rozdziałów. 
Człowiek, który chce, abyś mu zaufała, jest tym, którego najbardziej powinnaś się bać.
Wielki plus powieści Sandersona, oprócz niezwykle interesującego i dobrze wykreowanego świata, stanowi fabuła, do której trudno się przyczepić. Odniosłam wrażenie, iż autor dopracował ją w najmniejszych szczegółach, co przy tak rozwiniętym uniwersum, w którym z nieba sypie się popiół, mgielne upiory straszą po nocach, a bezwzględni Inkwizytorzy zamiast oczu mają stalowe szpile, wydaje się, aż niemożliwe. Po prostu panuje nad sytuacją. Na kartach powieści czuć oryginalność treści i nutę autentyczności oraz naturalności stylu pisarza i jego wizji. Jasne można odnaleźć kilka zapożyczeń, jeśli byłoby się bardzo dokładnym i czepialskim, ale dla mnie nie stanowiło to wielkiego problemu, gdyż wpadłam w ten świat i ciężko mi było z niego wyjść. Pomimo tego, że był brutalny, niszczący, przygnębiający, wydał mi się niezwykle frapujący i warty poznania.
Strach to narzędzie tyranów. Niestety, kiedy stawką jest los świata, korzystasz z wszelkich dostępnych środków
Ogromną zaletą tej opowieści są jej bohaterowie, którzy pomimo swoich mocy wydają się być nad pozór realistyczni i charakteryzujący się przeróżnymi zachowaniami, umiejętnościami i moralnością. Sanderson stworzył postaci, które cechują prawdziwość i zwykłość w swojej niezwykłości. Poza tym ta książka wciąga od samego początku. Jest nie tylko interesująca, ale i nie nudzi przy tak dużej objętości. Całe szczęście, że autorowi udało się prawie w 100% uniknąć niepotrzebnych, męczących, banalnych i dłużących się wątków czy chociażby niedociągnięć i sprzeczności. Postawił na rozbudzanie ciekawości. I cóż udało mu się, gdyż ciężko było się od niej oderwać. 
Jeśli zawsze jesteś na czas, to oznacza, że nie masz nic lepszego do roboty.
Akcja powieści pędzi w zastraszającym tempie, choć nie od samego początku. Odniosłam wrażenie, iż im bliżej końca, tym szybciej i więcej się w niej działo. I to dzięki temu tak ciężko było się od niej oderwać. I to pomimo jej objętości. Oczywiście jest to zasługa zarówno fabuły, jak i samych bohaterów, których losy śledzi się niemal z zapartym tchem. Ale żeby nie było aż tak ładnie do kilku rzeczy muszę się przyczepić. Po pierwsze wolałabym aby autor rozwinął trochę bardziej postać Vin (trochę mniej idealizowania), a po drugie aby poświęcił początkowi trochę więcej uwagi i sprawił, aby był bardziej żywy, aby sprawy szybciej przybierały emocjonalny wymiar (więcej niespodziewanych zwrotów akcji). Po trzecie - powtórzenia. Nie wiem czy to tylko ja, ale fragmentami miałam wrażenie, iż autor wspomina o czymś po raz kolejny. Poza tym jestem na tak i chcę poznać dalsze losy bohaterów. Bardzo podoba mi się styl pisania Sandersona i jego przedstawianie świata. Jestem ogromnie ciekawa jego innych powieści.


Autor: Brandon Sanderson / Tutył oryginału: Mistborn / Seria: Ostatnie Imperium / Wydawca: MAG - opis / Wydanie: 2 / Data wydania w Polsce:  2006 (wyd. 1), czerwiec 2015 (wyd. 2) / Data wydania oryginału: 2006 / Liczba stron: 624



Tak wyglądała pierwsza polska wersja cyklu Sandersona. Poniżej ta najnowsza. Zdecydowanie zasługiwała ona na nowe okładki. Są piękne. :)





1 komentarz:

  1. Nie przepadam za takim przedstawieniem wątku magii, ale gdybym miała okazję od kogoś pożyczyć czy wypożyczyć w bibliotece pewnie bym się skusiła. Mi osobiście bardziej podoba się pierwsze wydanie, jest trochę bardziej klimatyczne >.<.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.