For Whom the Belle Tolls. Z piękna rodem (Hell's Belles #1) / Jaysea Lynn

Śmierć to dopiero początek — zwłaszcza jeśli w piekle spotkasz demona, który rozumie cię lepiej niż ktokolwiek za życia.

Lily nie planowała umierać, ale kiedy właśnie to ją spotkało, nie przypuszczała, że trafi do miejsca, w którym bóstwa ustawiają się w kolejce po latte, Fae przelatują między wymiarami, a dusze traktują śmierć jak drugą szansę. Witamy w Zaświatach!
Lily, która przez całe życie słyszała, że na pewno pójdzie do piekła, postanawia udać się tam na własnych zasadach. Kiedy trafia do piekielnej bramy wejściowej i odkrywa, że demony potrzebują przy niej pomocy, rusza do akcji, uzbrojona w lata doświadczenia w obsłudze klienta i ogromne pokłady sarkazmu.
A potem poznaje Bela – demonicznego generała o nieprzyzwoicie seksownym głosie. Natychmiast nawiązuje się między nimi nić prawdziwej, głęboko uzdrawiającej przyjaźni, która szybko staje się czymś więcej, bo napięcie między nimi jest wręcz namacalne.
Ale w Zaświatach czai się coś groźniejszego niż piekielne kolejki i zagubione dusze. Coś, co może zniszczyć dom i rodzinę, które Lily dopiero co odnalazła. Jeśli ich Uniwersum ma przetrwać, będą musieli walczyć… jak diabli.

Miałam dostać epickie romantasy, gdzie ona po śmierci trafia do Raju, by następnie pracować w Piekle, zakochać się w demonie i walczyć ze złem czyhających na Zaświaty. A co dostałam? Historię o kobiecie, która nudzi się w swoim prywatnym raju (gdzie może czytać, oglądać, leniuchować i robić absolutnie wszystko, co chce), a więc jej pierwszą myślą jest praca (aha), trafia z własnej woli do Piekła i raz na jakiś czas wyżywa się psychicznie i fizycznie na złych duszach, zakłada własną rodzinę z pierwszym spotkanym tam dzieckiem, a tak naprawdę przez 2/3 książki jest napalona na demona. I spoko.

Ok.

Tylko, że tu nic się nie dzieje.

Długie opisy, masę przeróżnych postaci (demony, Lucyfer, greccy bogowie), skupienie na emocjach, utraconych szansach (bycie matką) i ewentualnych opcjach (pozostanie w Zaświatach czy ponowna reinkarnacja), gadanie o pierdołach, żarty, które po dwudziestym razie zaczynają już męczyć, szybki (i początkowo częściowo za kulisami) rozwój relacji romantycznej i sceny łóżkowe, których jest dużo. A gdzie ten obiecany konflikt? Gdzie to niebezpieczeństwo? Gdzie ta walka ze złem? Uwaga, spoiler: konflikt jest, trwa około 30-40 (?) stron (książka ma ponad 800 stron) i w ogóle go nie obserwujemy, dostając tylko strzępki informacji o nim.

Porzuciłabym ją już po 300 stronie, ale czekałam na ten zapowiedziany konflikt, bo myślałam, że to on w końcu rozrusza akcję, że będą emocje i napięcie.

Ta…

Zatem już chyba wiecie skąd to moje rozczarowanie tą książką.

Ale żeby nie było, że tylko narzekam. Ta książka ma dwa plusy: budowę świata – Zaświaty, Raj, różne stopnie Piekła, pracujące w nim demony, kolejki dusz czy możliwość czytania książek (np. nowe historie pisane przez zmarłych autorów), oglądania filmów, chodzenia do kawiarni, barów, uczestnictwo w rywalizacji quizowej i tak dalej (jestem na tak, bo w sumie, czemu nie?) oraz ta druga rzecz, czyli ukochany, dawno utracony kot Lili w jej własnym, prywatnym Raju (biorę taki w ciemno!).

Niestety bohaterowie do tych plusów się nie zaliczają. Lily jest męcząca z tymi swoimi wszystkimi zmiennymi emocjami (często w jednej scenie), sprzecznym zachowaniem (Rekiniczka i potrzeba posiadania biologicznego dziecka), rzucanymi tekstami, monologami, tłumaczeniem różnych rzeczy czy pouczaniem innych. A postaci demonów są...no cóż… dla mnie one wszystkie są takie same, czyli cholernie seksowne, bardzo empatyczne, nieskończenie miłe, zabawne, wiecznie napalone i słodziaszno-przytulaśne. Podobnie, jak greccy bogowie. Kalka w kalkę. Bel to samo. Choć on to akurat ma jeszcze traumy z przeszłości.

Ta historia to takie wahadełko, raz mamy długie rozważania i poważne rozmowy, by za chwilę ktoś rzucił jakimś suchym żartem albo sprośnym tekstem. I tak non stop. Wiecie, ja lubię taki humor, ale jego też trzeba umieć podać we właściwym momencie i z odpowiednią ilością oraz uwagą. No bo jak ja mam wczuć się w trudne tematy, których jest tu pełno, jak życie, śmierć, choroby, strach, cierpienie, żal, stratę czy traumy, gdy za chwilę główna bohaterka zastanawia się, jak dużego ma Hades lub myśli o penetracji ogonem. No jak?!

Ale humor, który mi nie podszedł (właściwie w pewnym momencie już zaczęłam omijać te cringowe fragmenty), to nie jest najsłabsza część tej książki. Nie jest nim także ta niekończąca się opowieść, o tym jak bardzo napalona jest Lily. Ani ta plejada długich scen er0tycznych. Nie. Znacznie gorsze jest to wszechobecne moralizatorstwo i nieustanne pseudopsychologiczne wywody. Głowa mnie od tego bolała. Oczy również. Od przewracania. Bo wiecie Lily wie wszystko – jak się zachowywać, jak walczyć, jak wychowywać dziecko, jak traktować innych, jak przeprowadzać trudne rozmowy, jak pomagać innym, jak się komunikować emocjonalnie. Ona to wszystko wie. Trzydziestoiluśtamletnia kobieta tłumaczy kilkusetletnim demonom jak żyć. Niektóre nawet poucza i karci, jak rodzic swoje dziecko. Dziwne, że za życia miała takie poważne problemy w relacjach z innymi.

Ech..

Ta książka jest koszmarnie przegadana. I za długa. I w końcu staje się nudna. Chwilami czułam się jakbym czytała czyjąś relację z dnia codziennego. Zero akcji, zero napięcia, zero emocji. Za to mnogość powtarzanych sytuacji i rozmów. Można się zmęczyć.

Jestem przekonana, że jako tylko obyczajówka opowiadająca o tych wszystkich poważnych tematach działałaby świetnie (po wyrzuceniu masy niepotrzebnych dialogów i wyjaśnień), a gdyby dodać jej jakąkolwiek fabułę, to i jako romantasy samo w sobie by się sprawdziła (oczywiście, gdyby dołożyć do tego ciut lepsze pisarstwo). A tak niestety połączenie tych dwóch rzeczy daję nam kiepsko skomponowaną całość. Trudną do przełknięcia.

I jak tu nie być rozczarowanym…

P.S. Nie polubiłam postaci Rekiniczki. Nie byłam w stanie. Nie przy tym poziomie irytacji przy scenach z jej udziałem.

P.P.S. Jeśli jeszcze raz będę czytać książkę, w której dorosły facet non stop będzie zwracał się do swojej dorosłej kobiety per „księżniczko”, natychmiast zamknę książkę przy pierwszym tym zwrocie i wyrzucę ją w chol…gdzieś.

Prześlij komentarz

0 Komentarze