W pierścieniu ognia, czyli jak zachwyciła mnie ekranizacja

Ok, przyznaję szczerze, niby czekałam na 22 października, ale nie z jakąś niewątpliwą i przeogromną niecierpliwością. Raczej bardziej na spokojnie w przeciwieństwie do pewnej osoby, która niemalże się mi popłakała w kinie zanim się jeszcze zaczął (oczywiście ze szczęścia). Tak, więc ja raczej na luzie, choć byłam ciekawa, jak im to wyjdzie. Wiecie, ja jestem tym typem osoby, która woli książki niż filmy i jakoś rzadko się podnieca, gdy może obejrzeć ekranizację - zdecydowanie za dużo było tych popsutych, które niemalże maltretowały moją własną wizję świata z książki. Nie będę się tu rozpisywać o fabule filmu i tym podobnych rzeczach. Chcę tylko poinformować, że cholernie mocno spodobał mi się ten film.


Do "W Pierścieniu Ognia" podeszłam na luzie i nie liczyłam dni do premiery. I myślę, że po trochu, moje obniżone oczekiwania sprawiły (w jakiejś tam małej części), iż pierwszy raz wyszłam z kina (po ekranizacji) tak wielce zaskoczona i głodna kolejnej części (już natychmiast bym chciała ją obejrzeć, a najlepiej dwie, bo wiadomo, że Kosogłos liczyć będzie 2 części). Oczywiście również pierwszy raz zdarzyło mi się, że kilka dni później obejrzałam WPO jeszcze raz. Oczywiście zrobiłam sobie malutki maraton: część 1 i 2. I nieźle się przy tym bawiłam - na nowo odkrywałam swoją fascynację tą serią. Co oczywiście wiąże się z przeogromną chęcią przeczytania książek (po raz kolejny) i już mam małe plany na świąteczne dni przy choince (jak dwa lata temu).


Jakby tego było mało w ostatnią niedzielę udałam się znowu do kina, tym razem do IMAX'a, gdzie na gigantycznym ekranie mogłam po raz kolejny przeżywać tę historię. Od razu informuję, że jak ktoś ma niezwykle wrażliwy słuch, to raczej odradzam pójście od tego kina - bębenki mogą pęknąć - gdyż jest niesamowicie głośni. Na szczęście ja już wiedziałam w którym momencie na filmie robi się "odrobinę głośniej", więc zatykałam moje biedne uszy. Ale i tak było warto, bo wrażenie jest przeogromnie niesamowite. Sama przyjemność oglądać (nie licząc głośności). 


Tak, więc ja oglądałam film już trzy razy i coś czuję, że nie ostatni. Z pewnością nie ostatni - niedługo może kolejny maratonik. :) Druga część jest zachwycająca. Świetna gra aktorska, genialne efekty specjalnie i wszystko o niebo lepsze, niż w jedynce. Nawet Peeta mnie do siebie przekonał, a nawet bardziej. Pierwszy raz zobaczyłam, że Josh przecudnie się uśmiecha. :)

Jennifer, Josh i inni znani z Igrzysk Śmierci - nie ma co o nich wspominać, bo byli świetni, jak zawsze, ale nowe postaci wniosły coś nowego i sprawiły, że chłonęłam każdą sekundę pokazu (choć kilka scen było strasznych np. małpy - fuj). Ale która z nas nie zakochała się po raz kolejny w Finnicku - w nim po prostu nie da się nie zakochać. Scena z kostką cukru była boska. No i oczywiście Johanna - nie spodziewałam się tego co zostało mi dane - która totalnie mnie zaskoczyła. Scena w windzie przejdzie do historii i zostanie zapamiętana na bardzo długo.


Jestem pozytywnie zaskoczona i prawdopodobnie znajdę się w tej grupie osób, które będą bardzo niecierpliwie czekali na kolejną część, która swoją drogą dopiero za rok - toż to zbrodnia. 







To prawdopodobnie była pierwsza ekranizacja, która w tak wielkim stopniu przypadła mi do gustu. Zawsze mi czegoś brakowało - a to aktorzy nie tacy, a to sceny złe, a to dialogi kiepskie - jednak w WPO nie brakowało mi niczego. Może to przez to, iż nie do końca pamiętam książkę. Może, gdybym pamiętała w stu procentach czegoś by mi brakowało. Ale ja narzekać nie będę, bo pierwszy raz mogę powiedzieć, że tak właśnie należy przenosić książki na wielki ekran. Brawa dla każdego. :) 

4 komentarze:

  1. Było zacnie, wręcz idealnie, bo chyba nie ma ani jednej rzeczy, która nie podobała mi się w filmie (może to jeszcze efekt życia w bańce szczęścia i euforii) ;D i gdyby to było możliwe to poprosiłabym mikołaja o przyśpieszenie czasu do listopada 2014 (mam czekać rok na kolejną część!? a na finał 2 lata!?!? Wolne żarty!) Jestem pełna podziwu dla reżysera, Francisa, który odwalił tak wielki kawał roboty i jestem przeszczęśliwa, że to właśnie on nakręca pozostałe części filmu :) Byle aktorzy podołali swoim rolom (chodzi mi tu głównie o Peetę, który ma przed sobą długą drogę..) w co wierzę i jestem pewna, że dadzą radę :) btw. Będziemy obie świrować kilka tygodni przed premierą! :D aaaaaaaaa! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam pod wrażeniem ekranizacji

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam tylko raz, ale wyniosłam bardzo pozytywne wrażenia z tej ekranizacji. Czekałam na nią, ale nie odliczałam jakoś dni - jak przy np. Darach Anioła, gdzie troszkę się jednak rozczarowałam - a może na zbyt wiele liczyłam?
    Teraz czekamy na kolejne dwie części THG :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście Dary trochę rozczarowały - chyba nie tylko nas.

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.