Czerwona Królowa - Victoria Aveyard

Czego mogłaby dokonać Czerwona Królowa? 

Mare Barrow ma siedemnaście lat, mieszka z rodziną w biednych Palach i zarabia na życie okradając współmieszkańców. Zbliża się do osiągnięcia pełnoletności, z którą wiążę się pobór do wojska walczącego na froncie z nieprzyjacielskim sąsiadem. Ma trzech starszych braci (każdy z nich został żołnierzem) i młodszą, niezwykle uzdolnioną siostrę. Ma przyjaciela Kilorna. Jest Czerwoną. Jest Srebrną. Może stać się iskrą, która zniszczy świat.

W tym antyutopijnym świecie ludzie podzieleni są na Srebrnych i Czerwonych. Ci pierwsi mają przeróżne moce, ci drudzy są zwykli i nijacy. Różni i dzieli ich wszystko. Począwszy od statusu społecznego, przez wykonywane zawody, zamożność, stosunek prawa, kończąc na najważniejszym, czyli mocach. I to właśnie to ostatnie sprawia, że Czerwoni nie mają żadnych szans ze Srebrnymi, więc jakikolwiek bunt nie ma sensu. Prowadzone walki w amfiteatrze mają wszystkich w tym dodatkowo upewniać. Wśród widzów zawsze znajduje się Mare, która pragnie za wszelką cenę uniknąć poboru do wojska. Wobec tego decyduje się na układ z przemytnikami. I to właśnie ta decyzja zmienia całkowicie jej życie. Mare staje się Mareeną Tytaniusz i wkracza na królewski dwór, gdzie króluje bezwzględna władza, polityka i siła, a także intrygi, kłamstwa i manipulacje.

Czerwona Królowa to niezwykła i zaskakująca opowieść o skonfliktowanym świecie, który stoi na krawędzi prawdziwej, niszczącej wojny. W tym świecie panuje niemiłosierna monarchia, a ludzie podzieleni są na dwa gatunki. Prawie do samego końca nie wiadomo, komu można ufać. Właściwie nikomu nie można wierzyć, bo w każdej chwili ktoś może zdradzić. Wiele razy w książce były powtarzane słowa o zaufaniu i o tym, by uważać, w kim pokłada się swoją wiarę. I za każdym razem wyliczałam sobie osoby, które mogą mi podpaść. I do końca nie byłam pewna czy słusznie zakładam. 

Miło było przez bardzo długi czas nie wiedzieć, jak to się skończy, czy ktoś zdradzi, a jeśli tak to kto. Wielkim plusem tej książki jest to, iż Victoria Aveyard wprost, nie raz i nie dwa, rzuca, iż zdrajcą może być każdy i dopiero w punkcie kulminacyjnym okazuje się, jak mu na imię. A właściwie im. Uwielbiam tę książkę właśnie za to. Za to i za wiele emocji, które mi przyniosła. Chciałam ją szybko skończyć, a gdy przerzuciłam ostatnią stronę chciałam móc jeszcze raz od nowa ją poznać.

A co z bohaterami? Mamy główną bohaterkę Mare (naszą jedyną narratorkę), która oprócz mocy jest zwyczajna, ani nadmiernie inteligentna, że aż to razi, ani głupiutka i naiwna. Zwyczajna. Mająca kompleksy, problemy z własną osobowością, niezdecydowana, ale i silna. Mamy Cala - przyszłego króla, starszego z książąt, który do końca jest zagadką, bo tak naprawdę wiemy tylko tyle, iż zależy mu na uznaniu ojca i na obronie swoim ludzi. Jest Maven - młodszy książę, który jest troskliwy, opiekuńczy, zawzięty, ale i niedoceniany. Mamy Króla i Królową władających ciężką ręką. I członków Szkarłatnej Gwardii W książce mamy do czynienia z wieloma bohaterami. Jedni występują dłużej, inni krócej, ale jest kilka postaci, której nadają tej powieści kolor i które sprawiają, że chce się je poznać bardziej. Bo zarówno Srebrni, jak i Czerwoni mają swoje wady i zalety, które dodają tej historii szczypty smaku. Uwielbiam ten intrygujący podział ludzi i jestem ogromnie zaciekawiona, jak potoczą się ich losy. Pokochałam tę książkę od pierwszych stron. Mam wrażenie, że inaczej się z nią nie da.

Bardzo długo czekałam na tę książkę z wielką niecierpliwością, bo zapowiadała się wspaniale. Kupiłam ją sobie na urodziny i był to strzał w dziesiątkę. Ta książka jest oryginalna, pomysłowa, wspaniała, intrygująca, fascynująca, zaskakująca i pełna napięcia. Mogłabym te wszystkie przymiotniki wymieniać bez końca. I to samo mówi o tej książce. Naprawdę jestem zachwycona, bo to jedna z tych powieści, które wciągają od samego początku i nie wypuszczają mimo ostatniego słowa. Ale znalazłam jeden minus. Niestety. I to bardzo poważny. Czerwona Królowa ma 480 stron. Tylko 480. Zdecydowanie za mało.

14 komentarzy:

  1. Kocham tę książkę (i Mavena!)!!! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też znacznie bardziej polubiłam Mavena, ale to może dlataego, że było za mało Cala.

      Usuń
  2. Już niedługo ją kupię, więc przekonam się, o co tyle szumu! Nie mogę się doczekać.

    [wachajac-ksiazki.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka naprawdę mi się podobała ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Strasznie Ci zazdroszczę, że miałaś okazję ją przeczytać. Oby i mi się udało!

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam już i nie wciągnęła mnie ona tak od początku, a w dodatku jest aż dwóch książąt a żaden z nich nie skradł mi serca! Myślę, że na moją ocenę przekłada się także to, że nie mogłam polubić Mare. Już po "Czerwonej Królowej" zabrałam się za "Szturm i grom" i na tle tamtej powieści pani Averyard wypada jeszcze słabiej. Mimo to dobrze się bawiłam w czasie lektury, jak już się wciągnęłam (pod pierwszych pojedynków na arenie - uwolnienia mocy), najważniejsze jest jednak dla mnie czy zżyję się z bohaterami, a losy tych aż tak mnie nie emocjonowały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że mam książki Bardugo :-) Czekam z czytaniem do trzeciej części, ale kto wie kiedy i czy wydawnictwo ją wyda.

      Usuń
  6. Uwielbiam tak sugestywne okładki. Szukałam wiarygodnej opinii i już wiem, że ,,Czerwona królowa" niebawem dołączy do mojej biblioteczki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to cieszy. Mam nadzieję, że się Ci spodoba. :-)

      Usuń
  7. Szkoda ,że na kolejną część trzeba czekać AŻ rok. Książka była genialna (a nawet jeszcze lepsza)! PS.Świetny blog :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też żałuję, bo to strasznie dużo czasu. Oby było warto tyle czekać. :-)

      Usuń
    2. Moim zdaniem warto czekać aż rok. Przynajmniej nakręca się co się stanie z bohaterami i co ogólnie się stanie.

      Usuń
  8. Osobiście uważam, że nie jest to dobra książka. Ciężko mi się ją czytało po za tym jest to taka trochę zżyna z "Rywalki" Kiery Cass, "Igrzyska Śmierci" Suzanne Collins i "Dar Julii" Teherah Mafi... "Czerwona Królowa" nie skradła mojego serca, ale z niecierpliwością czekam na "Szklany Tron". Co do książąt zdecydowanie wolę Mavena ^^

    http://zanimdorosne.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.