Wyścig śmierci - Maggie Stiefvater*

Wyspa otoczona oceanem, w którym mieszkają potwory. To codzienność mieszkańców Thisby. Każdego dnia obawiają się koni wodnych, które atakują każdą żywą istotę. Ludzi też. A na domiar złego są mięsożerne. I nie wahają się zabić ludzi i nasycić się ich krwią. I czy takie życie na wyspie jest możliwe? Wydaje się, że tak. Choć nie dla wszystkich. Nie każdy jest w stanie wytrzymać, gdy stale grozi mu niebezpieczeństwo, a jego bliscy albo nie żyją albo również są zagrożeni. A brak możliwości przebywania nad oceanem? Też ma na to wpływ. Każdy dzień to walka o przetrwanie. Każda godzina to kłębiące się myśli o stracie, strachu, bólu i przyszłości, która na wyspie nie ma szans rozwinąć się w coś pięknego. Bo życie na wyspie jest o wiele bardziej skomplikowane, trudniejsze i cięższe, niż na stałym kontynencie, gdzie spełniają się marzenia i gdzie głód nie towarzyszy 24 godziny na dobę. Na Thisby trzeba walczyć o każdy grosz. Trzeba poświęcać się na całego i nie narzekać, bo pomoc nie przyjdzie. Każdy walczy o swoje. I nie liczy się z innymi jednostkami. Jednak Thisby to coś więcej niż wyspa. To miejsce gdzie, co roku w dniu 1 listopada odbywa się wyścig, który przynosi śmierć.
"Konie wodne są głodne i gniewne, agresywne i piękne, nienawidzą nas i kochają. To pora Wyścigu Skorpiona. Czuję, że żyję.”
Kate Connolly, znana, jako Puck, to pierwsza dziewczyna, która chce wziąć udział w Wyścigu Skorpiona. Musi. Nie ma wyjścia. Jej brat nagle oznajmia, że wynosi się z wyspy na stały ląd. Jej rodzice nie żyją. Jej młodszy brat nadal potrzebuje opieki (w jakiejś części). Nagle na jej głowie stoi wszystko. Zatrzymanie starszego brata, ocalenie domu, zdobycie pieniędzy. Bo za wyścig otrzymuje się pieniądze. Albo śmierć. Wyścig Skorpiona to coroczny wyścig, w którym biorą udział mieszkańcy wyspy. I wszyscy występują w nim na koniach wodnym, złapanych podczas przypływu, które w każdej chwili mogą zabić (piękna perspektywa). Jednak Puck nie chcę w nim wystartować na koniu wodnym, co zakrawa na głupotę. Ale Puck nie chce słyszeć o innym wyjściu. Wie, że musi wystartować w wyścigu. Gra w nim o wszystko co kocha, co jest jej znane. Do czasu. Sean Kendrick to kilkukrotny zwycięzca wyścigu. Samotny indywidualista, który w każdym wyścigu walczy o przeżycie. Jednak tegoroczny konkurs to bitwa o przyszłość. Sean może wygrać bądź stracić wszystko. A drogi Puck i Seana w pewnym momencie się krzyżują. I ten moment zmienia wszystko.
„Okłamywałeś mnie i samego siebie, mówiąc mi, ze chcesz wolności. Odkryliśmy, że wcale nie chodzi o wolność.” 
Wydawałoby się, że "Wyścig Śmierci" to książka, w której przez większość czasu towarzyszymy bohaterom podczas wyścigu (tak ja myślałam). Jednak wyścig to dopiero ostatnie kilkanaście stron. A wcześniej poznajemy bohaterów, ich rodziny, ich pracę, życie na wyspie, codzienne zmagania ludzi. Towarzyszmy dwójce bohaterów poznając ich historię, opowiedzianą przez nich samych do samego dnia wyścigu. Jednak tego wyścigu jest za mało, a za dużo spraw przed wyścigiem. Liczyłam na coś więcej sięgając po tę książkę. Liczyłam na długie zmagania bohaterów podczas konkursu, a dostałam zmagania przed wyścigiem. Za mało się działo, za mało emocji, za mało zwrotów akcji. Dopiero ostatnich kilkanaście stron sprawiło, że czytałam bez odrywania się od książki. Wcześniej bywało to różnie.
„Czuję, że żyję pełnią życia.”

Jeśli ktoś liczy na emocje związane z wyścigiem czy na historię miłosną, to sięgając po tę książkę niech już nie liczy. To raczej opowieść o dorastaniu, otwieraniu się na innych ludzi i wychodzeniu z własnej powłoki. To historia o znalezieniu własnego miejsca i pokochaniu własnego życia. Książka o młodych ludziach, którzy muszą walczyć o wszystko. I ich życiowe wybory są tu najciekawsze. I warte przeanalizowania.
"Wyścig Śmierci" to książka, która może nie zachwyci na sto procent, jednak warto ją przeczytać. Choćby po to, by zrozumieć pewne wydarzenia i poznać mit o koniach wodnych. To historia, która pokazuje nam czas wyborów, czas dochodzenia do pewnych wniosków. To książka, która ukazuje różne barwy życia i związanego z nim różnymi sprawami. Nie jest to typowe romansidło (romansu w niej bardzo mało), bo to książka o życiu. Można ją polecić fanom Maggie, jednak nie należy nastawiać się na akcję i historię, jak z "Drżenia".

                                            

Autor: Maggie Stiefvater / Oryginalny tytuł: The Scorpio Races / Seria: - (książka w jednym tomie) / Wydawnictwo: Wilga / Data wydania: październik 2011 / Data wydania w Polsce: październik 2012 / Liczba stron: 488

Książkę dostałam w tamtym roku pod Choinkę i zaraz ją przeczytałam. O tym, że jej historia była dobra może świadczyć fakt, iż nadal pamiętam, co tam się działo. Nie zapomniałam jej. Nie wiem czy do niej wrócę w najbliższym czasie, ale kiedyś zapewne tak. 

XOXO

* recenzja z przystanek-ksiazka.bloog.pl

9 komentarzy:

  1. Tytuł oraz okładka tworzą przepiękna całość. Skoro mówisz, ze i treść jest niezła.. Czego chcieć więcej? Będę na nią polować.

    http://po-uszy-w-ksiazkach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Treść nie jest zła, ale jak napisałam dla mnie za mało się dzieje.

      Usuń
  2. Nie do końca jestem przekonana... Autorkę lubię za Drżenie, ale nie było to dla mnie jakieś WOW, więc nie wiem czy przeczytam "Wyścig Śmierci". Zwłaszcza, że lubię jednak jak cały czas się coś dzieje :)

    www.miedzy-stronnicami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie Drżenie było o wiele lepsze.

      Usuń
  3. Lubię takie kategorie fantastyki :)
    Bardzo chętnie wezmę ją kiedyś pod uwagę, i przeczytam :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że kiedyś przeczytam, lubię taką tematykę ;) Chociaż Twoja opinia nie zachęciła mnie do tego, żeby "Wyścig śmierci" kupić, ale poszukam tej książki w bibliotece ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie byłam nią jakoś specjalnie zachwycona, ale zła też nie była.

      Usuń
  5. Mnie się tam podobała, choć podobnie jak u Ciebie pierwsze kilkadziesiąt stron trochę odrzuciło, ale za to kilka ostatnich wszystko mi wynagrodziło. Szczerze, po cichu liczyłam na albo rozwiązanie w Hunger Games Style (czyli, choć to nieplanowane, wygrywają/przeżywają dwie osoby) albo że zwycięży ta druga postać, no ale marzenia pozostają marzeniami... Co zrobić? :D
    Pozdrawiam ;)
    Czytam, piszę, recenzuję, polecam

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.