Utrata (Zatraceni #1) - Rachel van Dyken


Nigdy nie trać nadziei...

Kiersten jest bardzo spokojną, nieśmiałą dziewczyną, która w przeszłości przeżyła prawdziwą tragedię. Zaczyna dopiero studia, lecz nie potrafi do końca pogodzić się z tym, co ją spotkało. Nie lubi być w centrum wydarzeń i stroni od wszelkiego życia towarzyskiego. Woli samotność i spokój, niż tłum i rozgardiasz. Wes jest opiekunem roku, sportowcem i osobą towarzyską. Gdy poznaje Kiersten pragnie wygonić smutek z jej oczu i wlać do jej serca wiele radości. Gdy Kiersten poznaje Wesa, uważa go za typowego podrywacza i bawidamka. Z czasem jej zdanie o nim się zmienia. Tworzy się między nimi więź przyjaźni, a potem coś więcej. Jednakże ktoś tu komuś o czymś nie powiedział. A czas ucieka
Czasami musisz przejść przez piekło, aby znaleźć swoje niebo.
"Utarta" to powieść o walce z chorobą i o wielkiej miłości, która potrafi przenosić góry, a nawet więcej. To książka o tym, jak to nie można tracić nadziei i chęci życia, mimo wszelkich przeciwności. Bo nawet, gdy dotykamy dna, mamy szansę się odbić i walczyć o samych siebie. "Utrata" zawiera wiele ważnych życiowych sentencji i mimo, że wyrażane są one przez młodego człowieka, czuje się ich prawdziwość. Raz za razem zostajemy pouczani by chwytać każdy dzień i by zaprzestać marnować chwile i narzekać na wszystko dookoła. Bo nic nie trwa wiecznie. 
Życie nie jest sprawiedliwe, ale bycie żywym? Bycie żywym jest niebem. Bycie żywym jest darem. Każda droga jest inna, z jakiegoś powodu taka jest nasza. Im wcześniej to zaakceptujemy, tym wcześniej przestaniemy płakać i zaczniemy żyć.
"Utrata" to lekko wzruszająca, pouczająca i mądra historia z niemałą domieszką dowcipu, napisana przyjemnym stylem i niebanalnym językiem (choć mogłabym ponarzekać trochę na dialogi). Nie mogę przyczepić się do bohaterów (narracja dwuosobowa), bo zarówno Wes, jak i Kiersten zostali bardzo dobrze wykreowani. Byli młodymi ludźmi z wieloma problemami i choć na ich barki spadło tak wiele cierpienia, nie przestali wierzyć w miłość i cuda, które może ona ze sobą nieść. Sam początek był świetny, zarówno jak i rozwinięcie tej historii, gdy widzimy rodzące się pomiędzy bohaterami uczucie. Było to bardzo lekkie, delikatne i naturalne. Przyjemnie się o tym czytało. Później poznajemy tajemnicę chłopaka i robi się smutniej, ale jednocześnie bardziej emocjonalnie. Niestety mam wiele zastrzeżeń do samej końcówki, która nie to, że nie przypadła mi do gustu, ale jej akcja była nad wyraz szybka. Za szybka, bo wydaje mi się, że najlepiej by było, gdyby została ona trochę przeciągnięta. Wtedy wszystko wyszłoby bardziej realnie. 
Życie jest ciężkie - umieranie jest łatwiejsze. Zamykasz oczy i nigdy więcej ich nie otwierasz. Co jest w tym skomplikowanego? Zupełnie nic, poza tym, że boli jak cholera zostawienie tego wszystkiego za sobą.
Po "Utracie" spodziewałam się wiele emocji, łez i wzruszeń. Momentami były, ale oczekiwałam czegoś innego. Szczególnie z powodu prologu. To on sprawił, że czułam, iż końcówka książki będzie wyśmienita. Jednakże nie dostałam tego, czego oczekiwałam. Mam wrażenie, że prolog był bardzo mylący i nie do końca zrozumiałam, czemu był taki, a nie inny. Przez to byłam bardzo zaskoczona końcówką. Dopiero po przeczytaniu notki od autorki zrozumiałam w pełni jej zamiary, co do całości książki. Wtedy wiedziałam już, że chodzi tu przede wszystkim o miłość i nadzieję, gdy atakuje choroba. Właśnie po przeczytaniu dedykacji zrozumiałam, jak ważna jest ta książka i jak ważne wartości i przesłanie niesie. I to jest piękne. Choć w pełni rozumiem przesłanie autorki, dla mnie ta historia była przesłodzona i troszkę nierealna (głównie z powodu szybkich zmian), przez co nie powaliła mnie na kolana i nie przyniosła oczekiwanych silnych emocji. Czegoś zdecydowanie mi zabrakło. Chciałam więcej emocji, więcej napięcia, więcej akcji i więcej łez. I naprawdę, gdyby nie to zakończenie uznałabym tę książkę za bardzo dobrą. Nie twierdzę, że zakończenie jest źle rozwiązanie. Uważam, że jest za szybkie, za słodkie, za mało emocjonalne i za idealne. I to są moje jedyne zastrzeżenia do tej pozycji. 

Autor: Rachel van Dyken / Tytuł oryginału: Ruin / Seria: Zatraceni / Wydawca: Feeria - opis
Data wydania oryginału: 2013 / Data wydania w Polsce: luty 2015 / Liczba stron: 304


Pomimo kilku minusów z chęcią poznam kolejną pozycję z serii "Zatraceni", bo podoba mi się styl pisania Rachel, a poza tym jestem ciekawa jej kolejnych historii. Druga część stanowić będzie historię Gabe'a, czyli kolejnego przystojniaka z tajemnicą. ;)


Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.