Następczyni (Rywalki #4) - Kiera Cass

Historia lubi się powtarzać.

Dwadzieścia lat temu Maxon i Ami objęli tron w królestwie Illei rozpoczynając nowe, lepsze i bardziej sprawiedliwe rządy. Zlikwidowali system klasowy, który niszczył społeczeństwo, i nastał spokój. Nowy król i królowa szybko zyskali zwolenników i przez długi czas mogli cieszyć się poważaniem wśród swoich poddanych i przyjaciół. Na świat przyszły ich dzieci, najpierw bliźniaki Eadlyn i Ahren, a potem kolejne. Niestety spokój i rodzinną sielankę zaczęły zakłócać niepokoje pośród społeczeństwa, które pomimo prawnego zniesienia klas okazało się podzielone i nietolerancyjne. Aby zaprowadzić pokój wśród poddanych, a także by zyskać czas, ogłoszone zostają nowe Eliminacje, w których Eadlyn - najstarsza z rodzeństwa - w ciągu trzech miesięcy musi znaleźć pośród 35 kandydatów swojego przyszłego męża. Niestety księżniczka nie liczy na miłość i nawet jej nie oczekuje, a znacznie ważniejsze od wyboru partnera na całe życie są dla niej przygotowania do roli przyszłej królowej. Czy Eadlyn odnajdzie miłość, a może Illea pogrąży się w chaosie? 

Wydaje mi się, że nikt nie wie na pewno, czego szuka, dopóki tego nie znajdzie. 

"Następczyni" jest opowieścią, którą czyta się dobrze. Fabuła powieści skupia się głównie na dwóch wątkach: eliminacjach i niezadowoleniu społeczeństwa. Nie ma w niej zbyt dużo akcji i napiętej atmosfery do granic możliwości, ale co nieco się w niej dzieje (myślę, że w kolejnych częściach autorka postara się o więcej zwrotów akcji). Niestety mam wrażenie, że poprzedniczki były o wiele lepsze. Nie wiem czy to przez głównych bohaterów czy fabułę, ale czegoś mi w niej zabrakło, mimo iż nadal uważam, że to dobra książka. Nie będę na nią mocno narzekać, bo na to nie zasługuje, ale chciałabym czegoś więcej. Tym bardziej, że nadal pamiętam jak wielkie emocje i uczucie fascynacji towarzyszyło mi podczas poznawania historii Americi. Tu jednak czegoś zabrakło. Myślę, że jeśli autor/autorka decyduje się na kontynuację to musi zapewnić czytelnikowi masę emocji i atmosferę poprzednich części. Tu po części obie rzeczy się znalazły, ale nie w takim stopniu jakby tego chciała i oczekiwała. 

A na świecie nie było nikogo potężniejszego ode mnie. 
Nie chcę jednak byście pomyśleli, że książka jest słaba. Nie. Nie jest. Jest dobra. Właściwie to świetnie czytało mi się tę opowieść (podoba mi się styl pisania i rozumowanie Kiery Cass), ale jej problemem jest to, iż ma lepsze poprzedniczki. Gdyby trylogia "Rywalki" nigdy nie została napisana, a pierwszą częścią serii byłaby "Następczyni" byłabym zachwycona. Nie dość, że mamy nowe eliminacje i kolejni kandydaci wylatują z hukiem, to trudno domyślić się zakończenia, gdyż Eadlyn jest nieprzewidywalna i to mi się w niej tak podoba. Główna bohaterka strasznie narzeka i jest niezdecydowana, ale jestem nią zaintrygowana. Podobnie jak niektórymi kandydatami. I to mi tak przypadło do gustu w "Następczyni", że to dziewczyna wybiera, a nie chłopak. A poza tym w Illei nie dzieje się dobrze, a przecież powinno. I nie wiadomo czy bohaterowie odnajdą szczęśliwe zakończenie. I poniekąd dlatego nowa powieść Cass jest dobra. 
Jeśli myśleli, że poddam się bez walki, mylili się. 
A teraz kilka moich osobistych wywodów. Mam wielki problem z przedłużaniem historii. Nie lubię, gdy nastoletni bohaterowie, z którymi się zżyłam i którym kibicowałam nagle stają się osobami dorosłymi ze wszystkimi tymi dorosłymi problemami, z którymi muszą się borykać każdego dnia. Gdy ich "magia" dawno uleciała i stali się kimś obcym, kimś niepodobnym do dawnego siebie. Gdy zapomnieli, że kiedyś sami byli młodzi. Nie lubię poznawać ich dorosłej historii. Wolę, gdy ich losy kończą się w ich opowieści, gdy byli piękni i młodzi. Za kontynuacjami nie przepadam, a już w szczególności za takimi, których akcja toczy się kilkanaście lat później. To już dla mnie za trudne do "przełknięcia". Bo kto chce czytać o zmęczonym, zestresowanym, starym królu Maxonie ze zmarszczkami i podpuchniętymi oczami, gdy pamięta się go jako młodego, przystojnego, ciekawego świata, intrygującego, zakochanego po uszy, niedoświadczonego, niewinnego, irytującego, zabawnego księcia. Podobnie jest z Americą. To już są poniekąd zupełnie inne osoby. Już nie takie same. A ja mam wielki problem ze zmianami. A niestety "Następczyni" ukazuje Ami i Maxona, jako dorosłe osoby, a nie młodziaków, którzy byli w sobie po uszy zakochani. Jest inaczej, co dla mnie oznacza gorzej. Nie lubię, gdy ktoś lub coś zaburza mi obraz kogoś lub czegoś. Więc aby nie popsuć sobie przyjemności z czytania "Następczyni" postanowiłam potraktować ją jako kompletnie nową książkę i mocno oddzielić od trylogii "Rywalki". Poniekąd mi się to udało, choć wcale nie było łatwo. Całe szczęście, że ta książka okazała się dobra, bo inaczej zniszczyłaby mi obraz i pamięć o jej poprzedniczkach. A skoro mi się spodobała to byłam i jestem w pewnym stopniu w stanie pogodzić się z Ami i Maxonem po 40-ce, choć było i nadal jest to cholernie trudne. 
Każdy z nich mógł z łatwością skierować mój świat na nową orbitę. Nie podobało mi się to, chciałam sama decydować o mojej życiowej ścieżce. Zastanawiałam się, czy właśnie dlatego otoczyłam się murem - czy obawiałam się, że każdy kto go przekroczy, odbierze mi kontrolę.
"Następczyni" jest dobrą książką, ale dopóki nie poznam kontynuacji nie chcę stwierdzać, czy decyzja o tworzeniu kolejnych książek o świecie Illei była dobra. Mogę tylko stwierdzić, że się waham, bo z jednej strony historia Eadlyn jest przyjemna i ciekawa, ale z drugiej zbyt dużo nie wniosła. Ochów i achów też nie ma. I to jest właśnie problem kontynuacji. Trylogia "Rywalki" zakończyła się idealnie i to w taki sposób, który nie powinien mieć dalszego ciągu. A tu proszę, jednak jest. A ty czytelniku sobie radź i gódź się z tym, jak zakończony perfekcyjnie koniec zostaje ci zniszczony. Gdyby nie to, że uwielbiam "Rywalki" i świat Illei, nie wróciłabym do niego. Nawet nie myślałam o kontynuacji po skończeniu "Jedynej", bo nie widziałam w tym sensu - po co psuć coś, co nie powinno być psute. Ale wróciłam, bo chciałam poznać historię Eadlyn. Czy żałuję? Nie. Zdecydowanie nie. Chciałabym już dostać kolejne części. Pomimo tego, że nie podoba mi się "nowy" stary Maxon i Ami (będę na to narzekać przy każdej okazji), chcę poznać dalszą historię nowych Eliminacji, bo będzie ciekawie.


Autor: Kiera Cass / Tytuł oryginału: The Heir / Seria: Rywalki (#4) /
Wydawca: Jaguar - opis/ Data wydania oryginału: maj 2015 / Data wydania w Polsce: maj 2015 / 

Liczba stron: 428


Czekam na kolejne nowelki i dalsze części przygód Eadlyn. Być może recenzja wydaje się być bardziej negatywna, niż pozytywna, lecz czytając ją należy oddzielić moje niezadowolenie dorosłymi "starymi" postaciami od treści merytorycznej 'Następczyni", która złą książką nie jest. Właściwie to mogłabym ją przeczytać jeszcze raz, a najlepiej wszystkie poprzednie części, bo to jest właśnie ta seria do której chce się wracać i o której się nie zapomina.


4 komentarze:

  1. Nie czytałam i chyba nie chcę. Uwielbiam Rywalki, ale boję się, ze takie dopisane książki popsują mi moje zdanie na temat serii. Dlatego często ich nie czytam. Tym bardziej, ze sama piszesz, ze jest gorsza od poprzedniczek.
    Buziaki!
    www.filigranoowa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Rywalki są świetne, ale nadal nie czytałam Następczyni. Strasznie to odwlekam, ale boję się trochę rozczarowania. Historia Ami była niezwykła i niepowtarzalna, a ta wydaje się być tanią podróbką :/ No ale przekonam się, czy rzeczywiście tak jest, kiedy sięgnę po książkę :P
    http://gabrysiekrecenzuje.blogspot.com/ ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś nie jestem przekonana do tej serii. Spotkałam się z różnymi opiniami. Sięgnę po nią chyba wtedy, kiedy totalnie nie będę miała co czytać, ale nie wiem czy taka chwila nastąpi ;P Pozdrawiam.

    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.