10 najlepszych książek 2016 roku!

Przed Wami małe podsumowanie, czyli lista najlepszych książek, które miałam okazję przeczytać w ubiegłym roku.

Ubiegły rok obfitował w wiele wspaniałych historii, które zostaną w głowie przez bardzo długi czas. Do wielu z nich pewnie nie raz i nie dwa będzie się wracało. I tak przeglądając przeczytane przeze mnie książki z tamtego roku bardzo żałuję, że mój licznik nie osiągnął zbyt wysokiej liczby, bo właśnie zobaczyłam ile genialnych tytułów mnie ominęło, a w tym "Promyczek", "Dwór cierni i róż" czy chociażby "Zanim się pojawiłeś". I aż mi się nie chce wierzyć, że tyle tygodni minęło, a ja nadal po nie nie chwyciłam, mimo iż sobie to obiecywałam. Ale mam wytłumaczenie, bo 2016 wcale taki łatwy nie był, a że już nie jestem studentką tylko osobą pracującą to i czasu miałam o wiele mniej. Na szczęście rok 2017 roku ma 365 dni i może (muszę i chcę) znajdę czas dla tych pozycji, które udało mi się zdobyć i które czekają na półce na swoją kolej. Oby!

A teraz kolej na to, po co tu zajrzeliście, czyli lista.

10 najlepszych książek 2016 roku:

10. "Szklany miecz" Victorii Aveyard od wydawnictwa Otwarte.

Druga część niesamowitej dystopii, którą wprost uwielbiam. Kocham Mare, Cala i mam wielką słabość do Mavena - chyba większość ma, prawda? Ta historia jest wciągająca, poruszająca i zdecydowanie warta poznania. I z wielką niecierpliwością czekam na trzecią część, której tytuł będzie nosił nazwę "Królewska klatka" - już chciałabym ją mieć w swoich łapkach. A co do drugiej części to bardzo mi się podobała, mimo tego, że była ciut słabsza od pierwszej i troszkę mi się dłużyła, ale powrót do tego świata i obserwowanie ulubionych postaci dało mi wiele radości. No i oczywiście to zakończenie - że też Victoria musiała ją przerwać w takim momencie. Całe szczęście, że do premiery kolejnego tomu już coraz bliżej. Jeśli ktoś jeszcze nie czytał tych książek to robi ogromny błąd. Naprawdę nie zwlekajcie, bo dużo tracicie.




9. "Mechaniczna księżniczka" (III tom "Diabelskich Maszyn") Cassandry Clare od wydawnictwa Mag.

Możecie mi bić brawo, że w końcu sięgnęłam po tę trylogię. I wszystkim, którzy tak uporczywie nalegali by ją przeczytała ogromnie dziękuję, bo zdecydowanie było warto. To naprawdę znakomita historia i doskonale wykreowany świat z fantastycznymi postaciami, które przez tych kilkadziesiąt godzin stały mi się niesamowicie bliskie. Naprawdę nie da się nie lubić Tessy, Jema i oczywiście Willa - dla ostatnich dwóch aż traci się głowę. No i oczywiście cała fabuła - wielki plus. Cała trylogia stoi na równym, wysokim poziomie i ciężko mi było wybrać najlepszą część. Zdecydowałam się na trzecią ze względu na rozwiązania fabularne, zakończenie i na fakt, że pędziłam przez trzeci tom z zawrotną prędkością. Gorąco polecam tę trylogię.




8. "Przez niego zginę" K.A. Tucker od wydawnictwa Filia

Dobrze wiecie, jak uwielbiam serię "Dziesięć płytkich oddechów", czyli niesamowitą tetralogię new adult, która poruszy każdego. Ale jeśli sądzicie, że PNZ jest podobna to się mylicie. To zdecydowanie inna historia (inne wątki, fabuła, bohaterowie, gatunek itd.), która właśnie poprzez porównania do DPO wiele traci. Nie raz i nie dwa widziałam opinie, jak to niektórzy się na niej zawiedli, bo przecież jest tak niepodobna do pozostałych książek Tucker. Często miałam wrażenie, że wiele osób nie zauważyło, że zarówno opis, jak i przyporządkowanie gatunkowe jest zupełnie inne, niż DPO. Przyznam, że wiele recenzji mnie wprost irytowało, bo ta świetna historia obrywała za to, że wszystkie części DPO są genialne i niezapomniane. Jeśli nie czytaliście jeszcze "Przez niego zginę" to wiele tracicie, tylko od razu uprzedzam, że jest to historia dla trochę starszych młodych dorosłych. Pełno w niej tajemnic, zwrotów akcji, fałszywych tropów i oczywiście emocji. Ach, i to zakończenie. Polecam!


7. "Linia serc" Rainbow Rowell od wydawnictwa Otwarte.

Przecudowna "Opowieść wigilijna" dla kobiet, którą po prostu trzeba przeczytać. Byłam, i w sumie nadal jestem, nią zachwycona i polecam ją każdemu komu się da, bo tej historii po prostu nie da się nie polubić. Tak niezwyczajna w swojej zwyczajności. Pełna humoru, uszczypliwości, ważnych wartości. To książka, która pokazuje, że w tym codziennym pędzie zapominamy i zatracamy to o dla nas najważniejsze. Naprawdę warto ją przeczytać. Nie zawiedziecie się. Ale uprzedzam, że bohaterowie są już po 30-tce i nie każdemu młodemu czytelnikowi może się to podobać, bo jest zupełnie inna, niż "Fangirl" i "Eleonora i Park" - żeby mi tu nikt nie próbował ich porównywać. ;)


6. "Tak słodko" (III część serii "Kontury serca") Tammary Webber od wydawnictwa Jaguar.

Kocham całą serię za bohaterów, fabułę, styl pisania autorki, poczucie humoru i te emocje, które przynosi każda kolejna część. Nie będę się długo rozpisywać i napiszę tylko, że Webber w żadnym z tomów nie rozczarowuje i przez wszystkie rozdziały po prostu się pędzi. I już się nie mogę doczekać kolejnej części.




5. "Mimo twoich łez" (II tom trylogii "Mimo Moich Win") Tarryn Fisher

Kocham. Po prostu kocham. Ta trylogia po prostu...ach...czasem aż brakuje na nią słów. Dlaczego? Bo jest jednocześnie genialna, jak i irytująca. Wprost zachwycająca. Wciąga swoimi mackami i nie wypuszcza do samego końca. A gdy w końcu wypuści to człowiek czuje się wyplutym. Po każdej z części czułam się zmaltretowana emocjonalnie. Pierwsza część pozostawiła po sobie pełno złości i irytacji na bohaterów, druga wiele śmiechu i niedowierzania na ich postępowanie (w szczególności rudej), a trzecia to emocjonalna trampolina. Obserwowanie ich zachowań, decyzji i tych kłamstw na przestrzeni lat idealnie pokazuje jak bardzo można ranić siebie i wszystkich dookoła, gdy próbuje się uchronić siebie przez złamanym sercem. To nie jest ani łatwa ani przyjemna historia. Wiele razy miałam ochotę złapać bohaterów i porządnie nimi potrząsnąć by się w końcu opamiętali. Książki Tarryn Fisher to jeden wielki rollercoaster. Jeśli nie jesteście na niego gotowi to nie powinniście sięgać po te powieści. A dlaczego z całej trylogii wybrałam drugą część jako najlepszą? Nie muszę tego długo tłumaczyć, bo wystarczy jak napiszę tylko jedno imię, czyli Leah - ruda wymiata.


4. "Pięć sposobów na upadek (IV część tetralogii "Dziesięć Płytkich Oddechów" K.A. Tucker) od wydawnictwa Filia

Już wiecie, jak wielką mam słabość do książek Tucker. A czwarta część jest jedną z najlepszych w tej serii. Osobiście najbardziej lubię pierwszą, a zaraz za nią jest właśnie ta. Czytałam ją bodajże w styczniu 2016 roku i do tej pory pamiętam, jak wiele razy śmiałam się przy dialogach bohaterów, których po prostu uwielbiam. Ach Ben po prostu skradłeś moje serce. PSNU to najbardziej zabawna część z tej serii, a na pewno najprzyjemniejsza. Z wielką radością i ciekawością przerzucałam kolejne strony i aż nie chciałam jej kończyć i rozstawać się z tym genialnym new adult. Kocham i aż chciałabym więcej.




3. "Ugly love" Colleen Hoover od wydawnictwa Otwarte

Ta książka mnie rozwaliła. Byłam emocjonalnym wrakiem w trakcie, a już z pewnością po jej skończeniu. To ile emocji ze mnie wywaliła można by było liczyć w kilogramach, jak nie tonach. Śmiałam się, płakałam i drżałam z nerwów. Chyba żadna z książek, którą przeczytałam w ostatnich latach tak bardzo mnie nie zdruzgotała. Pamiętam, jak pod koniec aż drżały mi dłonie, gdy przewracałam kolejne kartki. I to było coś niesamowitego. Aż sama byłam zdziwiona, że tak bardzo na mnie ona działa. Ale najlepsze, iż pomimo że emocje wylewają się z każdej strony powieści, to ani razu nie czułam się przez nie przytłoczona. Wręcz przeciwnie, bo czułam się świetnie. A że miałam po niej książkowego kaca to tylko świadczy o niej jak najlepiej. Ach Colleen kocham cię i pisz tak dalej.




2. "Powietrze, którym oddycha" (I część serii "Żywioły") Brittainy C. Cherry od wydawnictwa Filia.

Cudowna, wspaniała i po prostu genialna. Ta książka jest niesamowitym ładunkiem emocjonalnym. Podczas jej czytania czułam się prawie tak samo, jak przy "Ugly love", tyle że tutaj znacznie częściej się uśmiechałam. Co tu dużo pisać - ta książka to rollercoaster, a końcowe kilkadziesiąt stron po prostu wgniata. Uwielbiam "Kochając pana Danielsa", ale mam wrażenie, że PKO ciut ją prześcignęła. I już się nie mogę doczekać kolejnej części, która już za kilkanaście dni. Mam nadzieję, że będzie się ją czytało równie dobrze i przyjemnie jak tę. Polecam, oj zdecydowanie polecam. 




I teraz czas na miejsce pierwsze. Poproszę werble. Tataratata!

1. ""November 9" Colleen Hoover od wydawnictwa Otwarte

"Kocham, nienawidzę, kocham i nienawidzę, i tak w kółko "- do dziś pamiętam jak po każdej części powtarzałam te słowa i nie mogłam wyjść z podziwu dla Colleen. Bo gdy już myślałam, że nie wzbudzi we mnie więcej emocji, niż podczas czytania "Maybe someday" i "Ugly love" to ona znowu mnie zaskoczyła. I aż jestem ciekawa czy kiedykolwiek jeszcze to zrobi. Oby. No dobrze, a dlaczego to "November 9" uważam za najlepszą książką 2016 roku? Bo żadna z przeczytanych przeze mnie powieści w tamtym roku nie wzbudziła we mnie tyle ciekawości. "Każde kolejne spotkanie bohaterów przyprawiało mnie o gęsią skórkę i ogromną ciekawość zmian, jakie pozachodziły w ich życiu w przeciągu ostatniego roku. To było niesamowite doświadczenie. Sądziłam, że taki zabieg może mi się nie spodobać, albo może mnie nudzić, a okazało się, że było zupełnie inaczej. Każde pożegnanie bohaterów budziło we mnie mnóstwo emocji i pytań o ich przyszłość, a gdy zaczynał się kolejny 9 listopada byłam ogromnie - chwilami aż boleśnie - ciekawa, co zmieniło się w ich życiu." - tak właśnie pisałam w swojej recenzji. "November 9" to jedna z najlepszych książek ever! Polecam z całego serducha. Każdemu. Warto!



I tak właśnie wygląda moja lista najlepszych książek ubiegłego roku. Pomimo tego, iż nie przeczytałam rekordowej liczby powieści to i tak wiele z tych, które poznałam zapamiętam przez bardzo długi czas. Miałam szczęście, gdy wybierałam kolejne lektury, bo muszę przyznać, że myśląc o liście najgorszych miałam nie mały problem by wymienić więcej niż 3 tytuły. I oby tak było zawsze. 

A jak wygląda Wasza? Dajcie znać, bo jestem ogromnie ciekawa (i może przy okazji znajdę coś dla siebie). :)

P.S. A jutro bądź pojutrze króciutka lista najgorszych powieści 2016 roku. 

5 komentarzy:

  1. Cudne zdjęcie podsumowujące! :D Głownie romanse jak widzę, więc nie do końca moja bajka, ale muszę Szklany miecz w końcu przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
  2. Heh, u mnie akurat November 9 najgorsza w 2016 ;D Za to Mechaniczną księżniczkę kocham, a i Linia serc bardzo mi się podobała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne zdjęcia! Diabelskie maszyny <3
    Za to dla mnie Czerwona królowa to raczej skrajnie przeciwna niż najlepsza xd

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
  4. Och "November 9", "Powietrze, którym oddycha", "Przez niego zginę", "10 płytkich oddechów", "Jedno małe kłamstwo", "Ugly love" <3 <3 <3 i czekam z niecierpliwością na "Królewską klatkę" <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale piękne zdjęcia! :)
    Czytałam tylko "Mimo moich win", ale większość mam w planach! :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.