Bez szans - Mia Sheridan

"Nawet tam gdzie nie ma nadziei jest miejsce dla miłości".

Wiecie co? Wystarczyły mi pierwsze cztery, no może pięć stron, by już polubić tę książkę. Mia Sheridan znowu to zrobiła! Choć tak naprawdę nie wiem jak ona to robi, ale jest w tym genialna - i sama chciałabym posiadać taki talent. Już sam opis dawał mi wielką nadzieję na niesamowitą historię, i ani trochę się na niej nie zawiodłam. Byłam - i nadal jestem - nią zachwycona. Ja ją po prostu pochłonęłam! I jeśli reszta jej książek stoi na takim samym poziomie to już chcę poznać i przeczytać wszystkie z nich, bo to naprawdę niesamowita frajda i przyjemność. Chcę więcej! Ale zacznijmy od początku.

Mieszkając na kompletnym (wybaczcie mi następne słowo) zadupiu, gdzieś za siedmiona lasami, za siedmioma rzekami i pomiędzy siedmioma górami, Tenleigh i Kyland dorastają każdego dnia dowiadując się co to znaczy prawdziwy głód, bieda i nieszczęście. Bez nadziei, bez marzeń, bez niczego. Jedynie ze złamanymi sercami, samotnością wokół, niepełną rodziną i pustymi brzuchami. Ich jedyną szansą na stworzenie dla siebie lepszego życia w zupełnie innym (lepszym) miejscu jest stypendium. Dlatego też oboje każdego dnia ciężko pracują i dają z siebie wszystko by osiagnąć ten sukces i zacząć normalnie żyć z dala od cierpienia, głodu i beznadziei.

Pomimo ich intensywnego wzajemnego przyciągania, żadne z nich nie może sobie pozwolić na skomplikowanie sobie życia potencjalnym romansem i odwrócenie uwagi od tego co jest dla każdego z nich najważniejsze. Oboje unikają zaangażowania i zobowiązań, nie tylko wobec tej drugiej osoby, ale i wobec wszystkich wokół. Dlaczego? Ich potrzeba wolności i lepszego życia jest tym, co ich trzyma przy przeżyciu w kompletnej samotności i odizolowaniu. Kyland wie, że nikt ani nic, a w szczególności miłość, nie stanie mu na przeszkodzie w zdobyciu tego nad czym pracował całe swoje dotychczasowe życie. Podobnie rzecz ma się z Tenleigh. Jednak stypendium może zdobyć tylko jedno z nich. Ta druga osoba pozostanie z niczym.

Ciężko mi wyrazić, jak głęboko i mocno dotknęła mnie ta historia i jak bardzo trudno było mi się po niej pozbierać. Zaraz po niej chwyciłam po inną pozycję, ale myślami co chwilę wracałam właśnie do "Bez szans". Ta książka pochłania w całości, zachwyca i wywołuje tyle skrajnych emocji, że aż nie powinna. Ach, co te książki z nami robią! Naprawdę ciężko było mi się od niej oderwać i wracać do prawdziwego świata. Cierpiałam razem z bohaterami, przeżywałam ich rozterki i razem z nimi cieszyłam się ich małymi sukcesami i wspólnymi chwilami. I to właśnie postaci są tak silną stroną tej opowieści i ich wzajemna relacja. Nic w tej historii (i relacji) nie było pospiesznie wykonane czy powierzchowne. Nie czuło się tego przeokropnego przesłodzenia czy banalności, które czasem zdarza się w tego typu historiach. Odniosłam wrażenie, że każdy aspekt więzi i uczucia, które powoli kiełkowało pomiędzy Tenleigh i Kylandem było tworzone przez autorkę z pomysłem i zostało wykonane perfekcyjnie (nie na chaos), przez co czytelnik ma szansę dobrze ich poznać i zrozumieć, poczuć ich emocje, usłyszeć myśli i pragnienia.

Autorka podarowuje nam historię pełną bezinteresownej, prawdziwej, zwykłej - a przez to niezwykłej - miłości. Opowieść, której celem jest wzbudzenie w nas masy przeróżnych emocji i skłonienie to rozważań nad własnym życiem, nad naszymi marzeniami i naszymi działaniami. Ta opowieść sprawi, że będziecie płakać, śmiać się (również przez łzy), rumienić, zamierać (ach te palpitacje serducha) i nie dowierzać. Ta historia was poruszy. Jestem co do tego przekonana w 100%. A że i Wasze serducha będą raz po raz kruszone...cóż...przeczytacie ją na własną odpowiedzialność.

Mia Sheridan stworzyła książkę, która jest nie tylko wypełniona po same brzegi przeróżnymi (często skrajnymi) emocjami, ale jest i niezwykle gorąca. A to wszystko zasługa niezwykłej kreacji bohaterów, która sprawiała, że było czuć tę chemię między głównymi postaciami tej powieści. W szczególności podobało mi się to w jaki sposób autorka "narzucała" zmiany w ich sposobie myślenia, działania i charakterze - wszystko były takie naturalne i nieprzejaskrawione. Wielkie brawa za to, bo nie każdy to potrafi. Ja jestem zachwycona i chciałabym czytać więcej tego typu powieści. Mogłabym się jeszcze długo nią zachwycać, ale boję się, że będę się powtarzać. To jeszcze tylko jedno zdanie na sam koniec i już nie będę Was "zamęczać". Dla mnie "Bez szans" jest niezwykle seksowna i pięknie napisana, zatem nie pozostaje mi nic innego, jak tylko gorąco ją wszystkim polecać. Nie będziecie zawiedzeni.

2 komentarze:

  1. Książka naprawdę mnie zaintrygowała. Koniecznie muszę ją przeczytać. :)
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ja kocham tą miłość od pierwszych stron!
    A książka rzeczywiście brzmi zachęcająco i jedyne czego mi brakuje to... czas :)

    _______________________________________
    http://verierra-bookshelf.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.