Piękne złamane serca - Sara Barnard


Caddy i Rosie są nierozłączne. Bardzo się różnią, ale to tylko je do siebie zbliża. Gdy Caddy kończy szesnaście lat, zdaje sobie sprawę, że chciałaby być taka jak jej przyjaciółka – pewna siebie, przebojowa i zabawna. Wtedy w ich życie wkracza śliczna oraz – jak się okazuje – skrywająca pewną tajemnicę Suzanne. I wszystko staje się jeszcze bardziej skomplikowane. Przeszłość Suzanne stopniowo wychodzi na jaw, teraźniejszość wymyka się spod kontroli, a Caddy zaczyna dostrzegać, że problemy mogą być bardzo ekscytujące. Jednak budowanie przyjaźni i próby zaleczenia starych ran są dużo boleśniejsze, niż którakolwiek z dziewczyn się spodziewa. Caddy wkrótce przekonuje się, że kłopoty potrafią się mnożyć w niesłychanym tempie.

Napisanie tej recenzji nie było dla mnie łatwe. Tak samo jak przeczytanie Pięknych złamanych serc.

Bycie przyjacielem kogoś, kto przeszedł tak wiele, może okazać się bardzo trudne i bolesne, lecz zawsze jest niezwykle cenne. Wszyscy mamy możliwość stania się światłem lub ciemnością w życiu tych, których kochamy. W prawdziwej przyjaźni zaś zawsze występują obie te skrajności.

Wiem, jak to jest przyjaźnić się z kimś takim jak Suzanne. Wiem, ile to wymaga siły, determinacji, odwagi, wyrzutów sumienia, żalu i bólu. Wiem, jak to jest walczyć niemal każdego dnia z destrukcyjną stroną przyjaciółki, która wpływała na wszystkich jej bliskich, z emocjami, z którymi nawet i ona sama sobie nie radziła. Wiem, jak to jest stawiać jej dobro nad swoje, wyrzekać się pewnych rzeczy i zachowań, lekceważyć i ukrywać swoje problemy, maskować smutek, skrywać myśli, podejmować głupie decyzje. Wiem, jakie to uczucie bycia bezsilnym i złym, gdy widzisz że ciągle popełnia te same błędy. Wiem, jakie to uczucie trwać, tłumaczyć, rozmawiać. Wiem, jak to boli. Wiem, jaki człowiek bywa zmęczony tą ciągłą walką z jej demonami. I wiem, w końcu, jaki człowiek bywa szczęśliwy. Bo pomimo, iż przyjaźń z osobą ze złamanym sercem, która przeżyła traumę w dzieciństwie nie jest łatwa, szczególnie gdy posiadasz w sobie tyle empatii, że zdarzają się chwile, gdy myślisz, że twoje serducho już więcej nie wytrzyma, to bywają i takie, gdy jest się po prostu zwyczajnie szczęśliwym. I to te chwile zostaną na zawsze zapamiętane. Nawet wtedy gdy człowiek w końcu uświadomi sobie, że ma prawo odpuścić, przestać walczyć i zająć się sobą, a z przyjaźni zostają tylko wspomnienia. 

Byłam zarówno Caddy jak i Rosie, i miałam kogoś takiego jak Suzanne więc dla mnie Piękne złamane serca to historia niemal (powtarzam: niemal) żywcem wyjęta z mojego życia. Dla mnie ta powieść była boleśnie prawdziwa. Chwilami miałam aż dość, bo przez nią cofałam się do czasów i tych momentów, o których wolałabym nie myśleć (mimo iż serducho udało mi się złożyć w całość to i tak chwilami potrafi ono zaboleć). Zatem rozumiałam liberalne podejście Caddy do Suzanne, rozumiałam jej potrzebę ratowania, wywoływania uśmiechu na twarzy czy zacieśniania więzów poprzez robienie głupot. Rozumiałam też Rosie i jej buntownicze i nieustępliwe nastawienie względem nowej przyjaciółki, bo i ja nieraz miałam ochotę przywalić "mojej Suzanne" w twarz by się obudziła i przejrzała na oczy. I rozumiałam też Suzanne na tyle, na ile sama byłam w stanie zrozumieć "moją S.".

Sara Barnard porusza w swojej książce niezwykle trudny, ale i ważny problem przemocy domowej i tego jak oddziałuje ona na wszystkich dookoła. Autorka pokazuje jak ta wielka trauma wpływa na całe życie młodego człowieka, na jego zachowanie, poczucie własnej wartości, stosunek do innych ludzi, potrzebę miłości i akceptacji, motywację do działania i sferę emocji. Dzięki postaci Suzanne widzimy, jak osoba naznaczona przemocą radzi sobie z przeszłością, w jaki sposób utrzymuje, buduje nowe i niszczy stare relacje z ludźmi, jak zachowuje się w lepsze i gorsze dni, a także jak jej trauma wpływa na wszystkich dookoła. Ja nie musiałam tego czytać by to wiedzieć (większość tego sama obserwowałam), ale warto było pewne rzeczy sobie przypomnieć, spokojnie o tym pomyśleć i przeanalizować pewne sytuacje i decyzje.


Nie powiem, że Piękne złamane serca to powieść cudowna. Nie. Bo to opowieść boleśnie prawdziwa, taka która łamie ci serce, porusza i sprawia, że chcesz się przytulić do ukochanej osoby. To mądra, wartościowa i skłaniająca do refleksji historia o dziewczynach, które muszą podjąć wiele trudnych, często również głupich, ale też i odważnych decyzji. To opowieść o błędach, o zrozumieniu samego siebie, o trudnej przeszłości, empatii i przyjaźni. Nie jest łatwa w odbiorze w kwestii motywu przemocy domowej i traumy, ale dobrze się ją czyta dzięki temu ze autorka wykazała się dużą wrażliwością i empatią. Szczególnie spodobało mi się to, że nie starała się na siłę tłumaczyć zachowań bohaterek i pozwoliła im popełniać błędy. 

Sara Barnard tworząc postacie trzech dziewczyn, które łączy przyjaźń, doskonale pokazała jaki wpływ mają na nas inne osoby. Świetnie wykreowane bohaterki idealnie ukazały całą problematykę tej historii: Suzanne i jej destrukcyjny wpływ na innych, Caddy i jej wrażliwe serce, Rose i jej nieprzejednanie oraz zazdrość, która pojawia się między nimi trzema. Zapewne mogą was czasami irytować zachowania dziewczyn, ale ja ich działaniom wcale się nie dziwiłam. Nie mogłam.

Bardzo osobiście odebrałam historię o trzech jakże różnych dziewczynach stworzoną przez Sarę Barnard. Nie jest to historia o pięknej przyjaźni (bo taka nie istnieje, może być jednak częścią czegoś większego), lecz o przyjaźni z krwi i kości, ze wszystkimi jej blaskami i cieniami. Bo przyjaźń to nie tylko długie wieczory przy dobrym filmie i winie, spędzane na rozmowach o wszystkim i o niczym, ale również wypłakiwanie się na ramieniu, mówienie sobie o wszystkim bez strachu o ocenianie, pójście za przyjacielem w ogień, zaufanie, złość, radość, głupie pomysły i wszystko to, co sprawia, że ta druga osoba staje się kimś niezwykle ważnym. I właśnie to pokazuje ta powieść, która porusza, wciąga i przynosi ze sobą wiele emocji. Dla mnie czytanie tej książki nie było łatwe, bo w wiele fragmentów było aż nadto prawdziwych. Ale to nie znaczy, że nie warto jej przeczytać. Bo według mnie warto. I ogromnie się cieszę że miałam tę możliwość, bo dzięki niej zrobiło mi się lżej na duszy, a na wiele spraw z przeszłości spojrzałam z innej perspektywy.

Z własnego doświadczenia wiem, że jeśli przyjaźń się kończy, mimo iż było się pewnym, że będzie trwała do końca życia, to nie znaczy, że nie była prawdziwa. Nawet wtedy, gdy jest ci lepiej bez przyjaciela. I właśnie o tym mówi ta historia.

2 komentarze:

  1. Jakie smutne podsumowanie... Ale bardzo prawdziwe. Może nie miałam aż takich trudnych przejść, jak te, o których piszesz (i pisze autorka), ale też wiem, że czasem warto odpuścić nawet najlepszą przyjaźń, żeby nie zwariować :)
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm.. przyznam, że jeszcze bardziej zachęciłaś mnie, do poznania tej książki :) Świetna recenzja ;)

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.