Wakacje dobiegły końca. Może nie dla mnie i nie dla innych studentów, ale w sumie wrzesień to już nie wakacje. Mnie czeka mnóstwo roboty z pisaniem pracy magisterskiej. Niby jest o literaturze młodzieżowej i nie powinno mi to sprawiać problemów (przecież "siedzę" w tym od lat), ale nie jest to takie łatwe, jak może się wydawać. Próbuję coś z tym zrobić już od dłuższego czasu, ale mam zbyt mnóstwo pomysłów i wizji, jak to powinno wyglądać, więc właściwie mam tylko notatki i pozaznaczane przeróżne fragmenty z przeróżnych artykułów. Jeszcze półtora roku temu myślałam, że to licencjacka praca jest trudna, ale w porównaniu z presją, jaka towarzyszy magisterce, tamta to była "bułka z masłem". 

Dawno nie pisałam posta na blogu. Właściwie na całe wakacje sobie odpuściłam bloga, by zająć się innymi sprawami. Po trochu magisterką, po trochu wyjazdami i czytaniem, a dodatkowo malowaniem pokoju. Ale czytałam. Naprawdę dużo czytałam. Nie miałam jednak motywacji by pisać posty. Zaniedbałam bloga bardzo. I wiem o tym. Ale po prostu bardzo mnie to nużyło i nie sprawiało przyjemności. Dopóki nie postanowiłam zmienić szablonu. Długo nad nim pracowałam. Oj bardzo. Musiałam. Po prostu musiałam. Bo gdy wchodziłam na bloga i widziałam tamten szablon, od razu wyłączałam stronę. Nie mogłam na niego patrzeć. Po prostu zbrzydł mi on totalnie. Odnowiłam go i od razu poczułam przypływ motywacji. Mam nadzieję, że w końcu wezmę się do roboty, że nadrobię zaległości recenzenckie dla wydawnictw, bo trochę mi się tego nazbierało. Odkryłam, że mam mnóstwo wersji roboczych postów. Zaczynałam pisać i gdzieś w pewnym momencie przerywałam, bo traciłam wenę. Gdy tylko napiszę rozdział magisterki wracam do pisania recenzji książek. Muszę, bo nie mogę znieść myśli, że ostatni post z recenzją to gdzieś czerwiec. Coś okropnego. 

Właściwe to zaczęłam pisać ten post, by pokazać Wam książki, które przybyły do mnie podczas wakacji - przez ostatnie 3 miesiące. Jak zwykle zboczyłam z tematu. :D Miałam jeszcze zahaczyć o koncert Justina, ale czy ja wiem czy powinnam :D Wystarczy, że napiszę, iż to były najlepsze dwie godziny mojego życia. I mam nadzieję, że kiedyś jeszcze będę mogła uczestniczyć w takim wydarzeniu :)



W wakacje zwykle nie wydaje się zbyt dużo książek. Ale to nie znaczy, że nie można nabyć tych, które wydane zostały już wcześniej. Naprawdę myślałam, że pokaże Wam tylko kilka książek, ale jak zaczęłam przeglądać telefon, okazało się, że będzie ich znacznie więcej. Sama nie sądziłam, że aż tyle mi ich przybyło od czerwca. 

11 z nich już mam przeczytanych. Najlepsza to 'Dziesięć płytkich oddechów', która wydaje mi się najlepszą książką, jaką mogłam przeczytać w tym roku. Równie dobra 'Piękna katastrofa' i 'Hopeless'.  Wszystkie trzy okazały się strzałami w dziesiątkę. Jakby specjalnie dla mnie zostały one napisane. Naprawdę świetne. Najgorsze natomiast to 'Pakt złodziejki' i 'Obsydian'. Obie naprawdę kiepskie. Po obu spodziewałam się znacznie więcej, a dostałam porządną dawką nudy i męczarni. Postaram się o nich napisać trochę więcej przy okazji powrotu do recenzji, bo zasługują na kilka cierpkich słów. 


Justin utworzony z setek zdjęć uczestników koncertu na PGE Arenie z Gdańsku z serduchami z napisem "We love you Justin". Jestem w wielu miejscach na tym portrecie :D Coś czuję, że będę się tym koncertem cieszyć przez lata. Pewnie do następnego. :D 

XOXO