Pięć sposobów na upadek (DPO #4) - K.A. Tucker















Gdy pyskata dziewczyna poznaje zabawnego podrywacza oznacza to tylko kłopoty.

Reese w swoim życiu popełniła kilka błędów, jak chociażby wejście szybkie małżeństwo, które zakończyło się zdradą, złamanym sercem i groźbą więzienia. Gdy postanawia w końcu zacząć dorosłe, spokojnie, normalne, skupione na pracy życie, na jej drodze pojawia się chłopak, który jest wszystkim tym, z czym dziewczyna nie chce mieć już do czynienia. I wtedy decyduje się popełnić jeszcze jeden błąd, który według niej ma trwać nie więcej, niż jedną namiętną noc. Niestety ta noc kończy się dla niej wielkim upokorzeniem i szybką ucieczką do domu. Na nieszczęście dla niej jej "koszmar" wraca kilka miesięcy później, gdy w jej biurze pojawia się ten sam chłopak, którego pozostawiła w tamtą pamiętną noc. 
"Zdrowy rozsądek, z przywiązanym do nogi głazem, wyleciał przez okno." 
"Pięć sposobów na upadek" to powieść o ludziach, którzy pomimo tego, iż nie raz i nie dwa przewracali się przez kłody rzucone im pod nogi, to nadal potrafią się uśmiechać i żartować. To opowieść o bólu, nadziei, odrzuceniu, miłości, strachu i upadkach. To historia o tym, że mimo tego, iż życie daje w kość trzeba walczyć o swoje marzenia i każdego dnia starać się robić krok do przodu. Jeśli upadniesz to musisz zdobyć siły na to by wstać i walczyć. Nie wolno zatracać się w beznadziei i otchłani smutku. I w końcu to opowieść o tym, że trzeba wierzyć w siebie, w swoje możliwości. To przekaz o tym, że można zmienić swoje życie, jeśli tylko tego się chce. 
"Może jestem odrobinę zbyt melodramatyczna. Być może, gdy wymyślę, jak się pozbierać, będę potrafiła się z tego śmiać. Do tego czasu... resztki mnie będą tu tkwiły, leżąc na stosie odrzucenia. Ponownie." 
Uwielbiam bohaterów książek Tucker. Pamiętam, jak czytając pierwszą część byłam zachwycona Benem i bardzo chciałam móc kiedyś przeczytać jego historię. Gdy dowiedziałam się, że to właśnie czwarta część będzie opowiadała o jego przygodach byłam ogromnie szczęśliwa, bo to jedna z tych postaci, które zapadają w pamięć i stają się częścią czytelniczej duszy. Nawet, jeśli jest on kobieciarzem i to czasem aż nazbyt denerwującym. Ale ten jego urok. Ach Ben... Jego naprawdę nie da się nie lubić. Mam wrażenie, że ciężko znielubić jakąkolwiek postać z książek Tucker (oczywiście z tych pozytywnych bohaterów), bo przecież w pierwszej części prym wiodła Kacey (którą uwielbiam za to całe jej szaleństwo), w drugiej jej młodsza siostra, a w trzeciej Charlie - i oczywiście inni, ale to one najbardziej zapadły mi w pamięci. A tutaj zarówno Ben i Reese dają czadu. I to od samego początku. Oczywiście po Benie wiele już się spodziewałam, bo przecież w poprzednich częściach dał dużo o sobie znać, ale miło było poznać również jego inną stronę. A Reese to taka radośniejsza wersja Kacey - szalona, rozrywkowa, nienormalna i zaskakująca - której po prostu nie da się nie polubić. Czytając książkę zdawałam sobie sprawę, że to już ostatni raz, gdy spotykam się z tymi bohaterami i chłonęłam każde słowo, cieszyłam się każdym fragmentem, ale i tak po ostatnim zdaniu zrobiło mi się smutno.
"Jednak w końcu sprawię, że zmieni zdanie."
Sprawa z książkami Tucker wygląda następująco: czekasz na kolejną część rok (czasem troszkę krócej), gdy zbliża się premiera zaczynasz przebierać nogami, gdy jest dostępna kupujesz od razu, lecisz po nią do sklepu niemalże skręcając sobie kark, zabierasz do domu, siadasz, czytasz i... i nagle okazuje się, że ostatnie zdanie właśnie zostało przeczytane. Jak to możliwe, że kilka godzin właśnie minęło, mimo że się w ogóle tego nie odczuło? To już czwarty raz, gdy powieść Tucker pochłaniam tak szybko. Zaczęłam czytać i po prostu przepadłam. Tak to jest z jej książkami. Wciągają od samego początku i nie pozwalają na dłuższą przerwę. A gdy do niej dochodzi, to wtedy z bólem serca zaznacza się ostatnią przeczytaną stronę i niecierpliwie czeka by znów móc dalej ją czytać. 
"I zostawiam ją z tym, jedyną rzeczą, która może otworzyć jej oczy. I idę szukać tego, który otworzył moje." 
Uwielbiam styl autorki, który wiruje pomiędzy uroczym szaleństwem, a smutną rzeczywistością. Wprost przepadam za jej koncepcją świata (i fabuły zarazem), która opiera się (mam wrażenie) na dwóch zasadach: realności (prawdziwe życie) i optymizmie (światełko w tunelu). Dlaczego? Bo jej bohaterowie to zwykli ludzi, którym przydarzają się zwykłe ludzkie rzeczy - w tym nieszczęścia i dramaty, ale i radosne momenty oraz nadzieja (bo życie przecież składa się z takich elementów). Autorka nie upiększa, nie koloryzuje i nie stosuje banału. Po prostu pokazuje, że normalne życie ludzi opiera się na wyborach i to tylko od nich zależy, którą stronę wybiorą - łatwiejszą czy tę trudniejszą. Lubię autorkę za jeszcze jedną rzecz: nie przesadza z dramatem. Jej bohaterowie mają niekiedy okropną przeszłość i nie rzadko w fabule znajdujemy smutne momenty, ale autorka w wyważony sposób nimi steruje. Nie zarzuca nas fragmentami, które będą nas przytłaczać. Ani razu, podczas czterech spotkań z nią, nie poczułam się niekomfortowo z powodu natłoku dramatycznych wydarzeń (a z niektórymi autorami już mi się tak zdarzało). Udaje jej się zachować idealne proporcje, dzięki czemu tak przyjemnie czyta się jej powieści. Podobnie rzecz ma się ze scenami łóżkowymi. Książki Tucker zaliczamy do New Adult, więc w każdej z nich znajdziemy fragmenty o charakterze erotycznym, ale na szczęście autorka nie przesadza i nie zarzuca nas seksem, w co drugim zdaniu. Jasne jest w niej dużo podtekstów seksualnych, ale zrobione jest to w sposób finezyjny. A do tego ten humor. Ta książka jest nie tylko wzruszająca i romantyczna, ale i zabawna oraz ujmująca. I po części szalona. Będę do niej często wracać. Jak i do reszty części z tej serii. 
"To musi być karma, która nadchodzi, by boleśnie ugryźć mnie w tyłek." 
"Pięć sposobów na upadek" to książka fenomenalna, której nie da się zapomnieć. To po prostu kawał dobrego New Adult stworzonego w sposób precyzyjny i wyrafinowany. Fabuła tej powieści została bardzo dobrze skonstruowana, więc nie raz i nie dwa czytelnik znajdzie w niej małe zaskoczenia. Nie wszystko jest od razu podane na tacy, dzięki czemu z wielką przyjemnością odkrywa się zagadki przeszłości. Oczywiście należy wspomnieć, iż autorka zastosowała narrację pierwszoosobową, a całą historię poznajemy z punktu widzenia zarówno Reese, jak i Bena, dzięki czemu mamy podgląd na wiele spraw, o których bohaterowie dowiadują się czasem z opóźnieniem. I dobrze, bo dzięki zastosowaniu takiej metody możemy ich lepiej poznać. 
"Pochłonął moje serce, a wtedy reszta, która pozostała, po prostu... się rozpadła."
"Pięć sposobów na upadek", co jest swoją drogą idealnym tytułem dla tej fabuły, ustawiam zaraz po "Dziesięciu płytkich oddechach", bo zdobyła moje uznanie historią, świetnymi bohaterami, genialnym poczuciem humoru, które nie raz i nie dwa powodowało u mnie głośne wybuchy śmiechu oraz dialogami. Na taką książkę warto czekać długimi miesiącami. Naprawdę żałuję, że tak szybko ją przeczytałam, bo teraz nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Mogę jedynie mieć nadzieję, że inne książki tejże autorki są równie zabawne, emocjonalne, poruszające i po prostu cholernie dobre. I oby się u nas ukazały.

Nie da się zaprzeczyć, że jestem zakochana w historiach tworzonych przez Tucker. Wiem, że wiele bym straciła, gdybym nie poznała i nie przeczytała tych czterech opowieści. Nie tylko dały mi one masę emocji i wiele godzin przyjemnie spędzonego czasu, ale i również dzięki nim powracała mi ochota na czytanie książek (dzięki nim wracałam do tego czytelniczego świata, z którym czasem potrafię się rozstać na długi czas - szczególnie jesienią i zimą, gdy nie ma wyjścia i trzeba czytać w domu, za czym mocno nie przepadam). Tak. Te powieści zachęcają do czytania. Wielkie dzięki Tucker. :D

Tytuł oryginału: Ten Tiny Breaths (#4)/ Seria: Ten Tiny Breaths / Autorka: K.A.Tucker / 
Wydawnictwo: Filia - opis / Data wydania oryginału: 2014 / Data wydania w Polsce:  styczeń 2016 / 
Liczba stron: 544

Zachęcam do przeczytania recenzji "Dziesięć płytkich oddechów" - TUTAJ

Byłoby super, gdyby wydawnictwo zdecydowało się wydać nowelę z tej serii, czyli "In her wake"(historia Cole'a Reynoldsa), chociażby w wersji elektronicznej.


6 komentarzy:

  1. Naprawdę ona aż tak świetnie czyta? Nigdy nie miałam okazji czytać żadnej jej książki w końcu muszę to nadrobić :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Na Goodreads dowiedziałam się że jest część 0.5 prequel o Trencie aka Colu ale nie mogę nigdzie znaleść

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś nie jestem do tej serii przekonana.

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
  4. To już czwarta część, a ja mam za sobą dopiero jedynkę, która bardzo mi się podobała.
    Koniecznie muszę uzupełnić braki.
    She-Tetiisheri

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja tę serię mam jeszcze przed sobą, ale niedługo planuję rozejrzeć się w bibliotece lub księgarni za pierwszym tomem. Mam nadzieję, że mi również przypadnie do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakiś czas temu znalazłam w bibliotece trzy pierwsze części serii K.A.Tucker. Wiedziałam, że są dość popularne, więc oczywiście je wypożyczyłam. I hm, "Dziesięć płytkich oddechów" ogromnie mnie zawiodło, koło 150 strony domyśliłam się zakończenia, dlatego też nie bardzo chciało mi się sięgać po kolejne tomy. Nie lubię jednak nie kończyć zaczętych już serii, więc z bólem serca zabrałam się za "Jedno małe kłamstwo". Myślałam,że znów niemożliwie się wynudzę, ale... Ta część mnie zaczarowała :) Jest dużo, dużo lepsza niż pierwsza i wręcz nie mogę się doczekać, kiedy zabiorę się za "Cztery sekundy do stracenia". Nie mówię już o tym,że nie miałam pojęcia, że "Pięć sposobów na upadek" to kontynuacja serii :)
    Pozdrawiam,
    naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.